W tym roku zima była długa i dała w kość jak nigdy. Przeważnie daje w kość przedsiębiorcom, którzy prowadzą biznes zależny od pogody i pór roku. Tylko, że w tym roku dała w kość szczególnie. Zatem jaka ogromna powinna być moja radość z wiosny i dlaczego z roku na rok trudniej mi wykrzesać z siebie pozytywną wiosenną energię? Zima, wojna, ceny paliw … chyba kiedyś mniej mnie obchodziły. Mam wrażenie, że to się nazywa starość.

Na szczęście z wiekiem i rozumem przyciągam do siebie rozumnych ludzi. Rozumnych i wyrozumiałych na wszystkie te okoliczności, które trochę nie zależą od nikogo. Przykładów mogłabym wymieniać bez liku, przytoczę ten najbliższy z wczoraj. Od jakiegoś czasu pomagam w ogarnięciu budowy ogrodu inwestorom, którzy oprócz pięknego domu, zainwestowali swoje pieniądze w piękny projekt otoczenia. Niestety projekt ten nijak się ma do rzeczywistości. Nie zgadza się granica działki a co za tym idzie ogrodzenie, istniejące drzewa zostały źle lub nie zostały naniesione na plan, a różnica terenu w najwęższej części między domem/tarasem/widokiem z salonu a granicą działki nie jest wcale bliska zeru a raczej zbliża się do -1,50 m (minus metr pięćdziesiąt) względem PPP (poziomu posadowienia parteru). W związku z tym, że wizualizacje są piękne, projekt techniczny można wyrzucić do kosza, a wydane pieniądze przeczą logice by wydawać je jeszcze raz na drugi projekt, rzeźbię teren na bieżąco. Tak jak wspominałam wcześniej mam szczęście również do inwestorów, więc czując dobrą energię podjęłam się dzieła i jak do tej pory rzeźbienie odbywało się bez większych komplikacji. Komplikacja większa, do której zmierzam pojawiła się wczoraj, a raczej jej kulminacja i apogeum, bo początku można dopatrywać się miesiąc wcześniej. Choć osobiście uważam, że wszystkiemu winna jest tegoroczna zima.

Przed Wigilią moja ekipa podwykonawcza kończyła układać podjazd z kostki brukowej. Zaczęła się zasłużona przerwa świąteczna i nikt nie mógł przewidzieć, że na całe dwa miesiące dalsze prace brukarskie będą wstrzymane. W ten czas sprawdzeni od wielu lat pracownicy podupadli na zdrowiu, znaleźli alternatywne źródła dochodu i ekipa totalnie zniknęła wraz z roztopami. Jakieś 2 tygodnie zajęło skompletowanie zupełnie nowych ludzi do pracy, a w raz z nimi pojawił się pomysł zwiększenia powierzchni parkingowych przed ogrodzeniem posesji. Chyba, nie muszę dodawać, że część ta nie była w ogóle zaplanowana w projekcie. (Tak na marginesie mało kto projektuje teren tuż za ogrodzeniem działki. Piękne projekty skupiają się na ogrodzie wokół domu zupełnie pomijając przestrzeń między ogrodzeniem a drogą/ulicą/chodnikiem.) Brak wcześniejszego projektu na tej przestrzeni, skutkował tym, że mieliśmy za mało kostki brukowej i potrzebowaliśmy domówić materiał. Akurat z dostawą kostki firmy BrukBet w województwie pomorskim sytuację można określić „na chybił trafił”. Przy pierwszej dostawie nie mieliśmy problemów, bo nie zależało nam na czasie. Fachowcy kończyli elewację, koparkowy równał teren, i dodatkowych kilkanaście palet z brukiem stworzyło by bałagan na budowie. Teraz jednak sprawa miała się inaczej. 2 miesiące opóźnienia przez zimę, 2 tygodnie opóźnienia przez ludzi, chęć wprowadzenia się inwestorów do nowego domu z ukończonym ogrodem coraz większa i czas oczekiwania na dostawę materiału kolejnych 10 dni roboczych czyli dla przypadkowej osoby spotkanej na ulicy – KOLEJNE 2 TYGODNIE. Myślę, że rozumiecie poziom wstępnej irytacji, ale żeby tego było mało po tych 2 tygodniach gdy wszyscy czekają w blokach startowych okazuje się, że materiał jest ale nie może przyjechać do Gdańska, bo nie spełnia minimum logistycznego i musimy dalej czekać aż uzbierają się zamówienia spełniające minimum logistyczne. Aktualnie po 4 tygodniach od zamówienia dalej materiał nawet nie wyruszył z magazynu firmy BrukBet. Grzecznie czeka sobie na swoją kolej, a my mamy Święta Wielkanocne.


Pierwszy wtorek po świętach powinien być nazwany hardcorowym poniedziałkiem. W planie mimo braku materiału jest układanie wielkich płyt przewidzianych na stopnie lewitujące, które też w między czasie były domawiane i zdążyły przyjechać. O godzinie 7 rano dostaję wiadomość od podwykonawcy, dziś nas nie będzie. W wypożyczalni sprzętu poprzedni wynajmujący chwytak pneumatyczny, nie oddał go na czas i nie można się do niego dodzwonić. Po całej serii opóźnień, taka sytuacja. Co w niej można zrobić? Chyba tylko przeprosić. Choć przeprosiny na niewiele się zdały i nerwy sięgnęły zenitu, a później moje wyrzuty sumienia. Co mogłam zrobić inaczej? Przecież to moja rola dopilnować wszystkiego. To moja wina. Nie nadaję się do niczego. Zamykam działalność i znikam.
W takim momencie lekiem jest zajęcię się innym tematem. Okazuje się, że w kosztorysie z zeszłego roku dla innego inwestora robocizna za ułożenie podjazdu i tarasu wzrosła dwukrotnie. Kolejny argument, że czegoś nie przewidziałam. Masakra.

No to kolejny temat. Spotkanie w sprawie pracy. Pierwsze w moim życiu jako pracodawca. Ciekawe doświadczenie. Kocham rozmawiać z ludźmi, nie może być źle. Moja energia jest już dość mocno osłabiona, więc cicho w głębi ducha liczę na świeżą energię, zapał i ciekawe pomysły – dodanie motywacji do działania. Otrzymuję poprawną, miłą rozmowę, ładnie opakowaną w zwroty ze sztucznej inteligencji. Gotowy produkt z Instagrama i poczucie, że to nie jest prawda, ale być może to jest coś, co ludzie chcą dziś kupować. Tak jak te piękne projekty i wizualizacje , które później weryfikują się na budowie i w realnym życiu. Wracam do domu zmęczona pracą, ale gotowa do zmierzenia się z brutalną prawdą kolejnego dnia, bo może nie jestem idealna ale zawsze mówię prawdę jak sprawy się mają.

Karolina
Dodaj komentarz